podano do stołu

co nowego?

historia

sceny

sceny ST

polskiej sceny ST

ST vs Amiga

pliki

dema

dema polskie

emulatory

dodatki

recenzje

alfabetycznie

grupowo

inne

stt

technikalia

who the f**k is alice

linki

TFTE

strona grupy

scena - co to takiego?

 

Pytanie z gatunku zasadniczych. Odpowiedź na nie to podstawa pozwalająca na przyswojenie sobie większości ze znajdujących się na tej witrynie treści.
Stary a jary "środowiskowy" dowcip dość dobrze opisuje ten fenomen:

Pewnego razu student informatyki, szukający wytchnienia od kolejnych zajęć z aplikacji bazodanwych zapragnął przybliżyć wykładowcy pojęcie dema. Uruchomił więc swoje ukochane, znacząco zawiesił wzrok na profesorze i oznajmił na bezdechu: "Ecce demo. Program demonstracyjny". Ten zadumał się głęboko, pokiwał głową i wyrzucił z siebie: "No taaaak.... A co on demonstruje?"

 

Przykazanie pierwsze: scena to dla człowieka z zewnątrz grupa ludzi, którzy w pocie czoła robią coś, na czym potem nie można zarobić. To fenomen, ponieważ większości PT Społeczeństwa informatyka kojarzy się z czymś po pierwsze niezmiernie nudnym a po drugie bardzo szmalcownym. Zaprawdę, mają rację. Scena odstaje od tego zapiętego w garnitury tła, bo skupia ludzi kierowanych pasją doskonalenia swoich umiejętności, mimo że na jakikolwiek bonus z tego tytułu liczyć mogą dopiero za lat kilka. O ile dobrze pójdzie. Co więcej - bywa często, że poszczególne "klany" (odłamy sceny zajmujące się określoną marką komputera czy wręcz jednym jej modelem) wciąż pracują na sprzęcie, który ze sklepów zniknął w połowie lat osiemdziesiątych. Naprawiane na własną rękę, maszynki te działają nader gładko i zapewne byłyby w stanie zaszokować swych konstruktorów.

Przykazanie drugie: scena zasadniczo nie zajmuje się sieciami komputerowymi. Dzieciaki na niej działające to panowie przestrzeni zamkniętej gabarytami obudowy ich maszyny. Spędzają całe noce poznając dogłębnie mapę pamięci, procedury systemowe, rejestry układów graficznych.

Przykazanie trzecie: dzieciaki. To właśnie pryszczate nastolatki tworzą całe to środowisko. Szczyty sławy przypadają tu z reguły w wieku nieco ponad 20 lat, wiek "wejściowy" to obecnie 15-16 lat. Wciąż aktywny dwudziestopięciolatek to prawdziwa rzadkość, trzydziestolatkowi stawia się pomniki ;). Związane jest to zapewne z ilością wolnego czasu jaki można poświęcić swemu hobby - najwięcej ma się go z reguły w szkole średniej. To najpopularniejsze wytłumaczenie, używane z reguły przez odchodzących ze sceny "dinozaurów". Jest jednak jeszcze jeden czynnik pomijany w "oficjalnych" wypowiedziach. Chodzi o pewien stan umysłu, właściwy bardzo młodym ludziom, który pozwala im na tak radosną i bezproduktywną zabawę. Wraz z płynącymi latami, człowiek zaczyna się bowiem zastanawiać, czy za to co robi dla czystej przyjemności i dość ograniczonej "chwały" inni nie mogliby mu płacić. To jest ten moment, to jest ta chwila, kiedy ze sceny tak naprawdę się odchodzi.

Sekwencja z intra do "Synergy"

Przesłanie jest jasne: "grupa jest wszystkim, jednostka niczym". Tak jest w rzeczywistości: osoby działające samotnie nie są w stanie zaistnieć. Specjalizacja w poszczególnych dziedzinach jest tak daleko posunięta, że nawet Leonardo DaVinci nie dałby rady a już na pewno nie w tak młodym wieku. Równocześnie złożoność współczesnych produkcji scenowych jest na tyle duża, że nawet zakładając, że mamy do czynienia z geniuszem, nikt działający w pojedynkę nie byłby w stanie utrzymać w miarę rozsądnego cyklu kolejnego ich wydawania. Płodność jest bowiem rzeczą ważną, w świecie gdzie wymyślono już niemal wszystko bardzo trudno kogokolwiek zaskoczyć. Jeśli zatem nadarza się taka okazją, trzeba to zrobić jak najszybciej. Konkurencja nie śpi!

Liczba członków tworzących grupę może być przeróżna. Podstawą w obecnych czasach jest niewątpliwie koder (programista), grafik i muzyk. Trzy osoby. Bywa jednak, że największe grupy liczą sobie po kilkudziesięciu członków, gdy dublowane są funkcje w grupie, gdy pojawiają się nowe, nie wymienione wyżej (np. zajmujący się pisywaniem do magazynów dyskowych text-writer czy rozprowadzający nowe produkcje spreader) lub kiedy grupa posiada swoje zagraniczne odgałęzienia.

Magazyny dyskowe. Kiedyś stanowiły one podstawę przepływu informacji na scenie. Te okraszone grafiką i muzyką programy zawierały niekiedy całkiem pokaźną ilość tekstu i wzbogaciły wiele osób o gustowne okulary. Z biegiem czasu wypierane były przez BBSy, teraz przez WWW. I choć od scenowych stron roi się w sieci, choć powstały nawet scenowe portale, magazyny dyskowe trzymają się dobrze i kwitną. Stanowią nieodzowny element scenowej tożsamości a ich wydawanie stało się kolejną specjalizacją - istnieją grupy, które zajmują się jedynie produkcją kolejncyh ich numerów.
Scena od czasu do czasu się spotyka. Te spotkania to tzw. parties. Te organizowane po domach kultury i salach sportowych imprezy trwają zwykle 2-3 dni i polegają na zjechaniu się w jedno miejsce pewnej liczby osób (od kilkudziesięciu w przypadku kameralnych imprez krajowych do kilku tysięcy pojawiających się na międzynarodowych spędach). Największe parties: Assembly (Finlandia, lipiec-sierpień), The Party (Dania - okolice Sylwestra), The Gathering (Norwegia - Wielkanoc).

Assembly '95 - widok ogólny. To multiplatformowe party odbywało się w Helsinkach, na  hali do hokeja.

[wtrącenie: co ciekawe, scena tak naprawdę kwitnie jedynie w Europie. Wprawdzie w obu Amerykach, Australii, Azji czy w Afryce również istnieje, to jedynie na Starym Kontynencie rozwinęła się w takim stopniu. Ten, kto wytłumaczy ten fenomen, zasłuży na Nobla a w najgorszym razie na doktorat z socjologii. Najbardziej scena rozwinięta jest w krajach skandynawskich, szczególnie w Finlandii. Finowie to ewenement, trudno się dziwić, że Nokia jest tak dobrą firmą. Jeśli ma się takie kadry... ;)]

W czasie typowego party przede wszystkim zacieśnia się przyjaźnie (niegdyś, przed epoką BBSów i Internetu, kopiowało się również duże ilości oprogramowania, parties wówczas nazywano "copy-parties"). Spotykają się tam ludzie, którzy do tej pory znali się wzajemnie ze swoich produkcji i tarez mogą wymienić spostrzeżenia a im dalej w las i więcej alkoholu za pasem, również poglądy na życie. Parties bywają dzikie, choć w ostatnich latach podlegają procesowi postępującego uładzenia, do czego zapewne przyczynia się walnie profesjonalna ochrona wynajmowana przez organizatorów mających dość płacenia za wybryki rozochoconych scenowiczów. Jako że to na parties wszystkie pojawiające się grupy zwożą swoje najnowsze produkcje, takoż i uwieńczeniem każdej takiej imprezy są tzw. composy swojsko zwane kompotami. Te konkursy rozgrywane są w wielu różnych kategoriach począwszy od "Najlepszego dema", poprzez "Najlepszy moduł czterokanałowy" a na "Najszybszym wciągnięciu prezerwatywy na wibrator" skończywszy. Zwyciężcy konkursów mogą oczywiście liczyć na nagrody - w różnej wysokości, zależnie od rangi imprezy (na Assembly 2001 przewidziano nagrodę w wysokości 4000 euro za pierwsze miejsce w "demo compo").

Uniwersalnym językiem sceny jest angielski, często w dość kulawej wersji. Przeplatany z polskim i wzbogacony o wielce nowatorskie sposoby zapisu (at4ri to np. "atari") stanowi charakterystyczny element całej subkultury.
[uwaga: podobne sposoby zapisu stosują również hackerzy, crackerzy i warezowcy - grupy typowo "sieciowe". więcej na ten temat w Jargon Dictionary]

Na parties wstęp jest oczywiście płatny - nie płacą tylko kobiety, które w dalszym ciągu są wyjątkiem wśród scenowców. Polityka takiego ich promowania jakoś nie odnosi większych skutków.

W czasach kiedy demoscena kwitła, popularne były klanowe wojny scenowe. Bardzo nie lubiły się sceny Atari i C64, potem ST i Amigi, jeszcze potem Amigi i PC. W demach nieraz można było natknąć się na przejawy czegoś, co na własny użytek nazywam "sprzętowym apartheidem" ;) [radosną twórczość w tym względzie przejawiali również muzycy; przykładem może być stworzony przez amigowców moduł "anty-atari"]. Teraz, kiedy scena stanowi oazę na morzu opanowanym przez flotę Microsoftu, te niesnaski niemal zupełnie już odeszły w zapomnienie. Po latach można już spokojnie porozmawiać z użytkownikiem Amigi, nie narażając się przy tym na popularne "f**ki" [po polsku: wyzwiska] :) Co najciekawsze, coraz więcej osób, pchanych nostalgią za dawnymi czasami i dawnymi systemami operacyjnymi, kupuje sprzęt, którego kiedyś nie wzięłoby nawet darmo. Na przykład ja sam mam ST i Amigę (którą notabene najpierw starannie doczyściłem i dokupiłem jej zewnętrzny napęd FDD).

Scena generalnie nie znosi komercji. Nie trawi wszelkich prób zarabiania na scenowych produkcjach czy tworzenia ich "pod publikę". Słowo "komercja" bywa jednak czasami nadużywane - można otrzymać taką łatkę nawet za odpłatne pisanie artykułów o scenie.

Czymże jest demo? To - jak już wyżej wyjaśniono - program demonstracyjny. Uwaga: nie jest to wersja demonstracyjna programu użytkowego czy gry! Nie. Demo w tym znaczeniu to program, którego celem jest zademonstrowanie możliwości komputera, z myślą o którym zostało napisane. Demo z reguły pisane jest w assemblerze, choć coraz częściej - przy taaaakich dopalaczach graficznych :) - także w C lub C++. To najczęściej zsynchronizowany z muzyką ciąg efektów wzbogacony o wstawki graficzne. To po prostu trzeba zobaczyć...

"State of the Art" - demo z Amigi. Teledysk techno.

Choć dema należą do kategorii freeware i mogą być swobodnie rozpowszechniane, to jednak ich kod źródłowy naprawdę rzadko kiedy jest udostępniany. Koderzy zazdrośnie strzegą swoich tajemnic, bo to zapewnia im pozycje na scenie.

Co więcej? Jeśli po przeczytaniu powyższego wywodu wciąż nie bardzo rozumiesz czym jest scena, istnieje poważne niebezpieczeństwo, że nie zrozumiesz tego nigdy. Pomocą mogą służyć znajdujące się po lewej stronie odnośniki do kilku wybranych "scenowych" stron. Najlepiej jednak po prostu przeżyć to samemu, do czego mogę tylko zachęcać.

 

Mr. Byte/TFTE Entertainment [12.07.2001, v. 1.0]